Dbaj o bociany – blog przyrodniczy Krzysztofa Koniecznego o niesamowitym świecie wokół bocianiego gniazda. Patronat: Grupa Energa

środa

26

Czerwiec

2019

4

Kiedy patrzysz Jowiszowi w oczy

_95A2286

Moja praca pozwala mi czasem ma poznawanie światów schowanych w nocy. Co jakiś czas muszę (chcę) zostać w przyrodzie na dłużej, tak by wcześnie rano być już na miejscu. Ostatnio zawieszony blisko 10 m nad ziemią miałem okazję spędzić noc z wbitym w Jowisza wzrokiem. O tym olbrzymie pisać jednak nie będę, bo mam za krótkie ręce by sięgnąć jego wodorowo-helowej rzeczywistości. Cieszy mnie jednak fakt, że moje oko, przy dobrej ciemności widzi jeszcze czasem jakiś Galileuszowy księżyc. Przez optykę widać komplet podstawowych księżyców. Innych nie sposób zobaczyć bez sond kosmicznych, no może jeszcze jeden o kozim nazewnictwie dałoby się wyczesać z bardzo dobrym szkłem. Jednak patrzenie w nocą malowane niebo pozwala otworzyć szeroko uszy i chłonąć świat przez swoje małżowiny. Kiedy słońce malowało już tylko czerwoną łunę za lasem, na łąki zaczęły wychodzić pierwsze zjawy. Cętkowana Daniela przechadzała się dziwnymi podskokami po mozgach i skubała soczystą trawę nad rowem. W tym samym czasie kilka kozłów urządziło sobie popisy w szczekaniu i czułem się przez chwilę jak w schronisku dla niegrzecznych psów. Gdzieś z pokrzyw wyszła na świat mała sarna, która uderzając w brzuch mamy ssała ją najszybciej jak potrafiła. Z głębokiego lasu, gdzieś zza upadłych świerków wyszły pewnym kłusem trzy dziki. Ich czarne kule wystrzeliły prosto na mnie, jednak zatrzymały się w rowie z trzcinami, gdzie mlaskały, kąpały się i turlały w błocie do pierwszych oznak świtu. Czasem, któryś chrząknął w zachwycie nad znalezionym w błocie karasiem. Innym razem głębokie sapanie nie pozwalało mi na zmrużenie oczu. Ostatnie lerki i przerażony kos zamknęły szum dnia codziennego. Nastała noc. Delikatne chrupanie zaczęło dochodzić z bobrowego stawu. Jego właściciel zajadał się kłączami manny i rozpoczął po chwili nocne pełzanie po okolicy. Zawsze to jakaś świeża osika może mu się trafić. Trzciniak, zdaje się zaniepokojony dzikami śpiewał tylko krótkie piosenki, kontrolując sam siebie czy ma jeszcze terytorium, czy już zostało pomlaskane przez dzikie świnie. Na łące, w dość głębokiej już ciszy rozpoczęła pitolić przepiórka – pitpilit – pitpilit i tak na okrągło. Była tak blisko, że słychać było jak nabiera haust powietrza, by go potem zamienić w głos terytorialny. Z dalekich oczek wodnych rozbrzmiewały falami żaby zielone, mieszające się z cichą orkiestrą trzcinniczków. Za to świerszczak jak zaczął na początku nocy, to jechał na swojej wolnobieżce (głos podobny do wydawanego przez rower z przerzutkami, kiedy zjeżdża z górki bez pedałowania) do rana. Dobrze po drugiej w nocy pod moimi stopami, zaczęło coś ostro organizować ściółkę. Widać na zwykłym sprzątaniu się nie skończyło, bo i meble ze starego dębu, ktoś zaczął wynosić. Oddzierana stara kora, kryła w sobie jakieś smakowite kąski. W pewnym momencie, w świetle zanikającego księżyca ukazała się szara klucha z głową w białe paski. Borsuk znaczy szukał pożywienia w nogach dębu.  Po drugiej stronie łąki rozdarł się puszczyk. Jego głos był tak żałosny, tak melancholijny, że czekałam na koniec tego koncertu, by nie wpaść w smutne emocje. Zamilkł, uff. Co jakiś czas żurawie odtrąbiły swoje fanfary. Jeden z nich z mocno zachrypniętą trąbą, tak bardzo fałszował, że gdy zaczynał inne szybko kończyły. Rozdzierający klangor rodem z horrorów rozbrzmiewał jednak najczęściej. Kiedy ranne mgły wisiały nad łąką, a pierwsze luxy światła sączyły się z północnego wschodu, czarne głowy żurawi zaczęły mienić się na łąkach. Wiedziałem, że zanim wstanie słońce wszystkie odlecą, by nikomu nie zdradzać swojej alkowy.  Nadchodzący ranek biegł a nie szedł tym razem. Rozbrzmiewać zaczęły pierwsze żołny, kukułki narobiły sporego zamieszania w pobliżu trzcinniczków i trzciniaków, a kozły znów zaczęły szczekać na nadchodzący dzień. Wilgoć i chłód poranka, trochę odpychały mnie od minionych ciemności i czekałem na pierwsze promienie słońca. Jowisz zaszedł gdzieś za lasem, a ja wróciłem do porannej pracy.

Baśń Obrazy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


2 + cztery =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

4 Comments

  1. janwiktor
  2. Monika
  3. Magda

Realizacja: Ideacto w oparciu o projekt stworzony przez Opcom sp. z o.o. S.K.A.