Pająk z kulawą nogą
Wielka pajęczyna z zygzakiem i oczekiwanie na szarańczaka. Wokół łąka z bodziszkami i ostrożeniami. Zieleń zmieszana z kolorami płatków. Trochę w tym letniej sielanki. Kucasz i już Cię nie widać. Tygrzyk paskowany gotowy do skoku. Nic się jednak nie wydarzyło. Wiatr poupychał owady w kryjówkach, ciemne chmury zasłoniły grzałkę owadzich pancerzyków. Nawet bodziszki jakby zamilkły i przestały mówić swoim cięższym zapachem. Nic poza wiatrem łąka nie mogła u siebie zatrzymać. Wyglądało to jakby ktoś odtrąbił koniec pracy i wszystkie organizmy zeszły z roślin na zasłużoną sjestę. On jednak czekał. Kiedy pajęczyna zaczęła mocno drżeć na wietrze, pająk jak się wtedy okazało kulawy, pokuśtykał w rozetkę turzycy i wziął urlop od ciężkiej pracy związanej z polowaniem na szarańczaki. Piszę o tym dlatego, że wczoraj, podobnie jak ten pająk pokuśtykałem ze stołu operacyjnego z kulawą nogą gdzieś w najniższe rośliny mojego świata. Może czas zrobić sobie urlop od biegania po błotach, lasach i rzekach, a może to tylko drobna przerwa. Czas pokaże, a kuśtykać przyjdzie mi z pająkiem jeszcze czas jakiś.
Oj, to życzę zdrowia.